TANZANIA – POLONIA W AFRYCE
Polaków w Tanzanii dziś napotykamy sporadycznie – to małe grupy pojedyńczych rodzin, dyplomatów z polskiej ambasady i misionarzy. Obecność nad tą częścią Afryki bije jednak w przeszłości: w latach 1942–1952, gdy u stóp góry Meru wyrosło Tengeru – największe osiedle polskich uchodźców na kontynencie afrykańskim.
Jedną z ciekawostek jest, że w Tengeru, w cieniu afrykańskiego aktywnego wulkanu Mount Meru (4566 m n.p.m.), drugim najwyższym szczytem Tanzanii i jednego z najwyższych wulkanów w Afryce, stały obok siebie katolicki kościół, prawosławna cerkiew i żydowska synagoga – mikrokosmos przedwojennej Rzeczpospolitej.
Współczesna polonia w Tanzanii jest niewielka i rozproszona. Nie tworzymy tu zwartej diaspory z własnymi parafiami czy szkołami – są to raczej polscy misjonarze pracujący w głębi kraju, nieliczne rodziny oraz personel polskiej placówki dyplomatycznej.
Kluczowe miejsce zajmują ślady polskości, które zostawiliśmy tu w czasie II wojny światowej – i to one przyciągają uwagę historyków oraz pielgrzymów pamięci. Historia obecności Polonii zaczyna się daleko od Afryki – w „sowieckim piekle ” nazywanym również ”Golgotą Wschodu”, w głębi Związku Sowieckiego. Po układzie Sikorski–Majski z 1941 roku tysiące Polaków, wcześniej wywiezionych z Kresów do sowieckich łagrów i na zesłanie na Syberię oraz do Kazachstanu, ruszyło z Armią Andersa ku wolności. Ta poniewierka Polaków wiodła pieszo oraz bydlęcymi wagonami przez pół Azji.

Ewakuacja z ZSRS przebiegała w dwóch etapach, od marca do września 1942 roku. Szlak prowadził przez Turkmenistan do irańskiego portu Pahlevi, a stamtąd do obozów w Teheranie. Cywilów, głównie kobiety, dzieci i starców, których nie obejmował szlak bojowy, rząd RP na uchodźstwie, który został zmuszony do opuszczenia kraju po agresji III Rzeszy i ZSRR we wrześniu 1939 roku z siedzibą w Londynie i władze brytyjskie kierowały z Iranu dalej – do kolonii w Afryce Wschodniej, Indiach, a nawet do Meksyku.
Tanzania w latach 40. nie istniała jeszcze pod tą nazwą, była natomiast brytyjskim terytorium mandatowym Tanganika. Nazwa „Tanzania” pojawiła się dopiero w 1964 roku, po unii Tanganiki z Zanzibarem. Pierwsza grupa wygnańców przypłynęła statkiem „Malaya” do portu Tanga 8 października 1942 roku; na pokładzie były 533 osoby, w tym 173 dzieci. Tak zaczęła się polska karta w dziejach Tanganiki.
Tengeru została polską wioską u stóp wulkanu Meru, stając się przy tym najważniejszym z osiedli koło Aruszy, w północnej Tanganice. Z obozu przejściowego wyrósł tu w krótkim czasie kompletny polski organizm – w szczycie liczący około 4–5 tys. mieszkańców. Nie była to prowizoryczna i tymczasowa kolonia namiotów, lecz prawdziwa wieś, taki mały kawałek Polski który zostal przeniesiony na afrykański kontynent pod afrykańskie słońce.
Działały tu trzy szkoły powszechne, gimnazja i licea oraz szkoły zawodowe. Prężnie rozwijało się harcerstwo. Był szpital, dom starców i sierociniec, w którym opiekę znalazło około 680 sierot – dziećmi kierowała Eugenia Grosicka, Polka oddana wychowaniu najmłodszych. Gospodarkę wioski tworzyły piekarnia, rzeźnia, tkalnia i cegielnia, a o ducha wspólnoty polskiej dbały kino oraz teatr; za drobne zakupy płacono w szylingach wschodnioafrykańskich. Nad codziennym życiem czuwał brytyjski komendant, a polskim kierownikiem osiedla był najpierw Tadeusz Świerczyński, którego w 1944 roku zastąpił kpt. M. Korzeniowski.
Mieszkańcy stopniowo uczyli się suahili i nawiązywali kontakty z miejscowymi plemionami oraz lokalnymi społecznościami, które pomagały w zaopatrzeniu osiedla. Życie na kontynencie afrykańskim nie było wolne od chorób i cierpienia – tropikalny klimat w tym tyfus oraz malaria, zbierały żniwo, zwłaszcza wśród tysięcy Polaków którzy byli wycieńczoni zsyłką na Syberię.
Najtrwalszym świadectwem tamtych lat pozostaje do dziś polski cmentarz – 148 grobów, w których spoczywa 149 osób. To największa i najlepiej zachowana polska nekropolia w Afryce, z kaplicą i pamiątkową tablicą.
Tengeru było największe, ale nie jedyne. W samej Tanganice powstały jeszcze trzy stałe osiedla uchodźcze: Kondoa, gdzie w kilkunastu glinianych barakach mieszkało około 430 osób; Ifunda, licząca blisko 780 mieszkańców w murowanych domach; oraz Kidugala, urządzona przy opuszczonej misji protestanckiej, w której schronienie znalazło niemal 800 Polaków.
Osobną grupę stanowiły osiedla poza Tanganiką. W sąsiedniej Ugandzie największe były Masindi i Koja, polskie skupiska istniały także w Kenii, koordynowane z Nairobi, oraz w Rodezji. Łącznie w całej Afryce Wschodniej schronienie znalazło kilkanaście tysięcy polskich uchodźców.
Po wojnie konferencja w Jałcie oddała Polskę w strefę wpływów sowieckich, a władzę w kraju przejęli komuniści. Dla mieszkańców Tengeru oznaczało to dramatyczny wybór: repatracja i powrót do Polski rządzonej przez komunistów czy szukać alternatywy, czyli nowego miejsca i domu na Zachodzie. Rząd RP w Londynie odradzał powrót do Polski, a wielu Polaków obawiało się represji.
Na powrót do kraju zdecydowało się około 20 procent uchodźców czyli prawie 3800 osób. W latach 1947–1949 organizowano transporty repatriacyjne. Wiele osób wyjechało do Australii, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Wielkiej Brytanii i Argentyny. Brytyjczycy stopniowo likwidowali osiedla – Tengeru przestało istnieć na przełomie lat 1948 i 1952.
Choć polonia w Tanzanii jest dziś nieliczna, pamięć o Tengeru pozostaje żywa i wciąż nas tu prowadzi. Troska o to dziedzictwo przybiera bardzo konkretne formy:
– Ambasada RP w Dar es Salaam opiekuje się sześcioma polskimi cmentarzami na terenie kraju;– cmentarz w Tengeru jest systematycznie odnawiany i porządkowany przez wolontariuszy;– organizowane są rajdy pamięci – IV Rajd Pamięci gen. Andersa dotarł do Afryki w 2026 roku;– badania prowadzi Centrum Dokumentacji Zsyłek, którego misja objęła Kondoai Tengeru;– posługę wśród miejscowych pełnią polscy misjonarze.
Tengeru było największym osiedlem polskich uchodźców w Afryce, założonym w czasie II wojny światowej u stóp góry Meru. Stanowiło samowystarczalną wieś ze szkołami, szpitalem, sierocińcem, warsztatami, a nawet kinem i teatrem, w której polskie życie toczyło się mimo tysięcy kilometrów dzielących mieszkańców od ojczyzny.
W szczytowym okresie osiedle zamieszkiwało od czterech do pięciu tysięcy osób. Liczba ta zmieniała się w czasie, ponieważ jedni mieszkańcy przybywali z kolejnymi transportami, a inni wyjeżdżali do innych ośrodków lub po zakończeniu wojny na Zachód.
Relacje układają się życzliwie, choć trudno mówić o powszechnej znajomości Polski wśród mieszkańców kraju. Najlepszym świadectwem sympatii jest to, że miejscowi do dziś troszczą się o polskie groby w Tengeru i pomagają w ich utrzymaniu. Niezwykle ważnym elementem jest, że pamięć o polskich wygnańcach przetrwała tu w lokalnej wspólnocie przez pokolenia.




Komentarze