25 lat po ataku na WTC. 11 września USA czczą pamięć ofiar
25 lat od zamachów z 11 września 2001 roku. W USA przez cały dzień trwały uroczystości i spotkania ku pamięci prawie 3 tys. ofiar. Podczas ceremonii w World Trade Center o godzinie 08:30 czasu lokalnego (14:30 czasu polskiego) krewni odczytali nazwiska wszystkich 2 977 osób, które zginęłym a wieczorem niebo nad Nowym Jorkiem rozświetliły pamiątkowe iluminacje.
Natomiast w Karolinie Północnej ułożono w kształt bliźniaczych wież World Trade Center 2977 amerykańskich flag - po jednej dla każdej ofiary zamachów. W zamachach z 11 września zginęły osoby ponad 90 narodowości, dlatego w zamontowanej instalacji wykorzystano też flagi innych państw, z których pochodziły ofiary.
Zamach z 11 września 2001 roku, był serią czterech skoordynowanych ataków terrorystycznych na terenie Stanów Zjednoczonych, przeprowadzonych przez 19 porywaczy powiązanych z organizacją Al-Kaida. We wtorek 11 września 2001 roku ekstremiści z Al-Kaidy uprowadzili cztery samoloty lecące nad wschodnią częścią USA, by wykorzystać je jako olbrzymie kierowane pociski.

Dwa z samolotów rozbiły się o bliźniacze wieże World Trade Center w Nowym Jorku. Drugie uderzenie samolotu nastąpiło 17 minut po pierwszym. W wieżach znajdowały się setki biur - zarówno amerykańskich służb i władz lokalnych, jak i prywatnych firm.
Budynki stanęły w ogniu, a osoby znajdujące się na wyższych piętrach znalazły się w pułapce bez możliwości ucieczki. Potężne 110-metrowe wieże zawaliły się w ciągu niespełna dwóch godzin a Nowy York spowił dym i chmury pyłu.
Trzeci samolot uderzył w zachodnią fasadę Pentagonu - położonej tuż pod Waszyngtonem siedziby Departamentu Obrony USA. Pasażerowie i załoga na pokładzie czwartego z samolotów, którzy dowiedzieli się przez telefony pokładowe o wcześniejszych atakach w Nowym Yorku, podjęli bohaterską walkę z porywaczami. Dzięki ich postawie samolot nie dotarł do celu, który najprawdopodobnie był Kapitol, siedziba Kongresu USA lub Biały Dom w Waszyngtonie. Maszyna rozbiła się ostatecznie na polu w Pensylwanii.
Zamachy pochłonęły życie 2 977 osób, nie licząc 19 porywaczy. Większość zginęła w Nowym Jorku.
Wśród ofiar było również 441 pracowników służb ratunkowych. To rekord w historii USA.
Najmłodszą ofiarą była dwuletnia Christine Lee Hanson, a najstarszą - 82-letni Robert Norton. Oboje byli pasażerami samolotów.
pamięć o wydarzeniach z 11 września może przekraczać granice pokoleń.

Zanim doszło do tragedii, obywatele na Wschodnim Wybrzeżu, w tym w Waszyngtonie i Nowym Jorku, przygotowywali się do rozpoczęcia normalnego dnia. W portach lotniczych odbywały się standardowe i całkowicie rutynowe procedury bezpieczeństwa.
O godzinie 5:45 bramki bezpieczeństwa w porcie lotniczym w Portland w stanie Maine przekracza 33-letni Mohamed Atta w towarzystwie Abdulaziza al-Omariego. Ten z wykształcenia architekt i dowódca grupy uderzeniowej, posiadający za sobą szkolenie lotnicze na Florydzie, koordynował cały plan zamachów. Obaj mężczyźni wchodzą na pokład samolotu lecącego do Bostonu, by tam przesiąść się do samolotu będącego ich ostatecznym celem.
Dokładnie o 7:59 z bostońskiego lotniska Logan startuje Boeing 767 należący do American Airlines, oznaczony jako lot 11, zmierzający do Los Angeles. Wewnątrz maszyny przebywa 11 osób z załogi, 81 podróżnych oraz pięciu napastników kierowanych przez Mohameda Attę, który wykupił miejsce w strefie biznesowej, znajdujące się w bezpośrednim sąsiedztwie kabiny pilotów.
Kwadrans później, o 8:14, ten sam port lotniczy opuszcza lot 175 linii United Airlines, zabierając na pokład 65 ludzi. Równocześnie, tysiące metrów nad ziemią, ekipa Atty przejmuje siłą kontrolę nad lot 11. Napastnicy atakują personel wykorzystując rozpylony gaz łzawiący oraz ostre nożyki do tapet, co skutkuje ranami u stewardes oraz śmiercią pasażera Daniela Lewina.
Zaledwie pięć minut później, o 8:19, stewardesa Betty Ong po cichu wykorzystuje interkom, by skontaktować się z centrum American Airlines w Raleigh-Durham. Zarejestrowana taśma utrwaliła jej niezwykle spokojny, choć dramatyczny komunikat: „Ktoś został pchnięty nożem w klasie biznes. Chyba rozpylili gaz... nie możemy oddychać. Nie wiem, ale myślę, że zostaliśmy porwani”. Takie było pierwsze ostrzeżenie przekazane na ziemię z porwanego samolotu.
O godzinie 8:24, kiedy jeden z zamachowców usiłuje nadać wiadomość do zastraszonych ludzi w samolocie, błędnie jednak uruchamia łączność z naziemną wieżą. Służby lotnicze odbierają wówczas komunikat wypowiedziany stanowczym tonem: „Mamy kilka samolotów. Po prostu siedźcie cicho, a nic wam się nie stanie. Wracamy na lotnisko”. Po wysłuchaniu tego komunikatu kontrolerzy ruchu lotniczego zdobyli ostateczną pewność co do utraty panowania nad samolotem przez prawowitą załogę.
O godzinie 8:42 pas startowy portu Newark w New Jersey opuszcza samolot United Airlines realizujący 93. lot. Wewnątrz tego czwartego w kolejności porwanego samolotu znajduje się łącznie 44 ludzi.
W pierwszych chwilach po zdarzeniu powszechnie sądzono, że na nowojorskim niebie miał miejsce tragiczny w skutkach incydent lotniczy z udziałem niewielkiego samolotu turystycznego.
O godzinie 8:46 lot American Airlines 11, prowadzony przez Mohameda Attę, z premedytacją uderza w Północną Wieżę kompleksu WTC 1. Maszyna wbija się w elewację pomiędzy 93. a 99. piętrem z ogromną szybkością sięgającą 790 km/h. Szybami windowymi błyskawicznie ścieka płonąca nafta lotnicza, która doprowadza do serii wybuchów na parterze oraz niższych piętrach. Osoby znajdujące się powyżej strefy uderzenia straciły jakąkolwiek szansę na opuszczenie budynku.
Gdy na zegarach wybija 8:50, urzędujący prezydent USA uczestniczy w spotkaniu z uczniami w placówce edukacyjnej w Sarasocie. Współpracownicy przekazują George'owi W. Bushowi wstępne ustalenia, sugerujące kolizję małego, dwusilnikowego samolotu z nowojorskim wieżowcem.
O 8:52 na pokładzie lotu 175 wybucha panika, gdy sterroryzowani ludzie widzą egzekucję pilotów dokonaną przez zamachowców. Podróżni chwytają za słuchawki, próbując pożegnać się z krewnymi. To przez te komunikaty prawda o porwaniu dotarła do kolejnych cywilów.
Uderzenie samolotu w kolejny wieżowiec przekreśliło wszelkie wątpliwości dotyczące charakteru zdarzenia. Telewizyjne stacje amerykańskie transmitujące na żywo moment wlotu ogromnej maszyny pasażerskiej w budynek udowodniły milionom widzów, że nie może być mowy o nieszczęśliwym zbiegu okoliczności.
Minutę po 9:00 porywacz Marwan al-Shehhi precyzyjnie naprowadza lot United 175 na Południową Wieżę WTC 2. Rozpędzony do ponad 900 km/h samolot wbija się ukośnie między 77. a 85. poziom. Gwałtowny manewr maszyny w samym momencie zderzenia cudownie oszczędził jednak klatkę schodową A, umożliwiając ucieczkę i przetrwanie grupie osiemnastu osób przebywających w wyższych partiach budynku.
Samolot lotu American Airlines 77 , trzydzieści dwie minuty później rozbija się o Pentagon. Pilotowany przez Haniego Hanjoura samolot wlatuje w zachodnią część siedziby departamentu obrony przy prędkości 853 km/h. Śmierć na miejscu ponosi nie tylko 59 pasażerów i członków załogi, ale także 125 cywilów i żołnierzy pełniących tego dnia służbę w centrum dowodzenia sił zbrojnych w Waszyngtonie.
O godzinie 9:45 zapada bezprecedensowa decyzja w dziejach amerykańskiego lotnictwa. Dyrektor operacyjny FAA, Ben Sliney, wydaje rozkaz całkowitego wstrzymania ruchu na niebie nad całym państwem. Załogi ponad czterech i pół tysiąca znajdujących się w locie samolotów otrzymują bezwzględne polecenie natychmiastowego sprowadzenia maszyn na ziemię w dowolnych dostępnych portach lotniczych.
W miejscu, gdzie stały Bliźniacze Wieże, znajdują się obecnie dwa wielkie baseny pamięci z nazwiskami ofiar.




Komentarze